
Po opublikowaniu recenzji "Arcanus Arctica" Dariusza Pawłowskiego na mojego maila trafiła wiadomość z propozycją recenzji książki. Z chęcią przystałem na tę propozycję, ponieważ fantastyka to mój ulubiony gatunek. Wczoraj poznałem więcej szczegółów na jej temat.
Ze słonecznej Kotaliny znikają wszystkie smoki, a noce stają się niepokojąco długie. Zachwianie równowagi między dniem a nocą grozi katastrofą. Nad demonami ciemności nie zapanuje nawet ich władca, Aryman...
Mieszkańcy Kotaliny muszą zmierzyć się z przeszłością, zawrzeć niespodziewane sojusze Wszystko po to, by uratować swój świat. Świat pełen dobrych wampirów, potężnych magów, kojących zielarek i zmysłowych inkubów...
Opis ten, znajdujący się na tylnej okładce książki, pobieżnie opisuje z czym czytelnik będzie miał do czynienia. Już dawno nauczyłem się, że nie wolno w przypadku książek fantastycznych oceniać ich po opisie - po prostu jego nie da się sensownie napisać, aby zachęcić. Teoretycznie wygląda to jak tradycyjna książka fantasy - w końcu są i smoki (a raczej ich brak), magia, demony, zło, ciemność. Fantasy jednak fantasy nierówne, zwłaszcza że dość interesujące są ostatnie dwa słowa... Do tej pory nie zetknąłem się z rozwijaniem wątków demonów do tego stopnia, żeby inkuby czy sukkuby umiejscawiać aż na końcu opisu. Co prawda wolałbym osobiście wersję żeńską demonów, ale jak się nie ma co się lubi... :P
Książka została wydana własnym sumptem i z tego co widzę jest to pierwszy tom większej sagi. Jak tylko skończę pierwszy tom "Germinalu" (chyba dobrze odmieniłem?) to od razu się biorę za "Ametystę"! Autorka o wdzięcznym pseudonimie Victoria Armstrong tak czy siak wiedziała chyba podświadomie do kogo się zgłosić - bez względu na to czy jakaś książka mi się spodoba czy nie, to i tak muszę mieć w swoim zbiorze wszystkie jej tomy. :)